W pogoni za ruchem: za kulisami z Jonathanem, fotografem Bridgestone
W świecie fotografii motocyklowej niewiele momentów jest statycznych. A niewielu fotografów podchodzi do tego wyzwania z takim entuzjazmem i doświadczeniem jak Jonathan, belgijski fotograf sportów motorowych, który łączy mistrzostwo techniczne z pasją do drogi. Rozmawialiśmy z nim podczas wydarzenia premiery T33 w Chorwacji o jego drodze zawodowej, unikalnym stylu fotografowania i o tym, dlaczego balansowanie na krawędzi – dosłownie i twórczo – to po prostu część pracy.
Czy możesz opowiedzieć nam o swojej roli i obowiązkach podczas wydarzenia?
— Jestem jednym z fotografów Bridgestone — zaczyna Jonathan. — Odpowiadam za fotografowanie nowych opon, zarówno podczas sesji przed oficjalną premierą, jak i tych dziennikarskich. Będę robił zdjęcia z platformy za samochodem oraz ujęcia z zakrętów z pobocza drogi.
Z łatwością wyjaśnia oba ustawienia, wskazując, jak oferują różne perspektywy i wyzwania. — Ujęcia śledzące robimy rano, a zakręty po południu. Przy śledzeniu jestem na platformie za samochodem, podobnie jak podczas wyścigów motocyklowych z przyczepami bocznymi. To trochę szalone, ale uwielbiam to.
Ujęcia śledzące wykonane na zamkniętej drodze we współpracy z lokalnymi organami ścigania.
Jak zacząłeś zajmować się fotografią motocyklową?
Urodziłem się w tym świecie — mówi Jonathan z uśmiechem. — Mój tata ścigał się na motocyklach z przyczepą boczną, ja też. Dlatego jazda z tyłu samochodu śledzącego wydaje mi się naturalna – to niewiele różni się od wyścigów na motocyklach z przyczepą. Jesteś w ruchu, przesuwasz ciężar ciała, zawsze szukasz odpowiedniej równowagi.
Na początku nie był jednak fotografem. — Studiowałem projektowanie graficzne, a nie fotografię. Ale podczas moich wyścigów między jazdami brałem aparat taty i robiłem zdjęcia. Pewnego dnia pojechałem na wyścig w Assen w 2007 roku i potem skontaktowało się ze mną belgijskie czasopismo. Tak to wszystko się zaczęło.

Czyli jesteś samoukiem?
Tak — skinął głową. — Nigdy formalnie nie studiowałem fotografii. Wszystkiego nauczyłem się w praktyce. Nie czytam książek o aparatach, po prostu wiem, co muszę zrobić. Nie jestem maniakiem fotografii. Po prostu skupiam się na zrobieniu zdjęcia, które widzę w głowie.
Jak przygotować się do takiego wydarzenia?
— Dla mnie przygotowania nie są zbyt skomplikowane. Pracuję cały czas. Fotografuję wyścigi, premiery prasowe, różne wydarzenia – to nigdy się tak naprawdę nie kończy. Więc wiem, co muszę zrobić.
Mimo to Jonathan jest bardzo zorganizowany. — Zawsze dbam o to, żeby mieć pod ręką odpowiedni sprzęt. Reszta przychodzi sama.

Czy otrzymujesz konkretne informacje od Bridgestone?
— Nie do końca — mówi. — Bridgestone nam ufa. Wiedzą, że uchwycimy akcję i to, czego potrzebują. Czasami wspomną o nowej teksturze opony albo poproszą, żebyśmy uważali na logo, ale to nie jest sztywny briefing.
Co jest największym wyzwaniem w twojej pracy?
— Dla mnie największym wyzwaniem jest ciągłe dążenie do bycia lepszym — mówi Jonathan. — Nie lubię nudnych zdjęć. Dlatego uwielbiam robić ujęcia z podążaniem za obiektem. Niektórzy fotografowie tego nie robią – mówią, że jestem szalony – ale lubię wyzwania.
Podkreśla również techniczne trudności związane z pracą przy niskich prędkościach migawki. — To nie jest wideo. Musisz uchwycić jedną idealną klatkę, podczas gdy wszystko jest w ruchu. Koła, tło, zawodnik – wszystko musi pokazywać ruch, ale obiekt musi pozostać ostry.
Na jakim sprzęcie polegasz?
— Noszę ze sobą dużo sprzętu, szczególnie na wyścigi wytrzymałościowe, gdzie potrzebuję długich obiektywów — mówi. — Mam obiektyw 600 mm z konwerterem 1.4, więc osiąga ponad 800 mm. Ale tutaj bym go nie używał. Wszystko zależy od otoczenia.
Podczas konferencji prasowej Jonathan dostosowuje się do sceny i kadru. — Czasami używam filtrów, żeby stworzyć specjalny efekt, szczególnie w nocy. Lubię bawić się rozmyciem, elementami pierwszego planu i światłem.

Czy są jakieś konkretne momenty, które zawsze starasz się uchwycić?
— Na takim wydarzeniu są dwa rodzaje zdjęć — wyjaśnia. — Jest strona prezentacyjna – uchwycenie atmosfery i dziennikarzy – a potem jest akcja. Wtedy ożywam.
Uwielbia dopingować dziennikarzy, żeby zrobili mu dobre zdjęcie. — Niektórzy już mnie znają. Kiedy mnie widzą, mówią: „Okej, dzisiaj będą dobre fotki”. Trochę ich naciskam na trasie, to fajna zabawa. A oni uwielbiają potem oglądać efekty.
Czy współpracujesz blisko z innymi fotografami i operatorami wideo?
— Tak, zawsze. Jesteśmy zespołem. Współpracuję z Ant Productions od 2014 roku i z Bridgestone od 2016 roku. Zbudowaliśmy silną grupę i dużo koordynujemy – dobieramy różne obiektywy i kąty, żeby nie robić tych samych ujęć.
Jonathan nie postrzega tego jako pracy w pojedynkę. — Staram się motywować zespół. Chcę, żeby wszystkim poszło dobrze. Nie chodzi o mnie, chodzi o współpracę całej ekipy.

Czy uważasz, że masz swój własny styl?
— Tak. Zwłaszcza w wyścigach wytrzymałościowych mój styl jest bardziej widoczny — mówi. — Lubię bawić się głębią, umieszczać coś przed kadrem, rozmywać, używać krótkich czasów otwarcia migawki. Mam swój własny sposób kadrowania akcji.
Unika też podążania za trendami. — Nie śledzę innych fotografów. Po prostu robię swoje. Zdarzało się, że ludzie próbowali kopiować moją pracę i dlatego trzymam się własnej drogi.

Co jest dla Ciebie najbardziej satysfakcjonujące w tej pracy?
— Moment, kiedy widzę kadr w głowie, a potem go uchwycę – to najlepsze uczucie — mówi. — Szczególnie jeśli musiałem na to zapracować. Wypatrywanie lokacji, planowanie kąta, czekanie na światło. Kiedy uda mi się zrobić to zdjęcie, to mnie uszczęśliwia.
Ale jest też druga strona medalu. — Jeśli magazyn użyje mojego zdjęcia i źle je przytnie, jest mi trochę przykro — przyznaje. — Wkładam czas w tworzenie czegoś i jeśli zostanie to zbyt mocno zmienione, bardzo mnie to frustruje. Ale to część pracy.

Czy masz jakieś ulubione wydarzenie lub moment ze współpracy z Bridgestone?
— Szczerze mówiąc, lubię wszystkie wydarzenia — stwierdza. — Ale uwielbiam te poza Europą, jak RPA czy Maroko. Są wyjątkowe. Atmosfera, krajobrazy, ludzie – to coś innego. Bridgestone zawsze wnosi wysoki poziom do tych wydarzeń. Naprawdę lubię z nimi pracować.
Co najbardziej podoba Ci się w pracy z Bridgestone?
— To cały pakiet — mówi. — Ludzie, organizacja, atmosfera. Czasami Ant-Productions pisze do mnie: „nadchodzi duży projekt”. I nawet nie myślę o okazji do pracy. Myślę o zespole, o energii. Gdyby atmosfera nie była dobra, te długie projekty by się nie sprawdziły. Ale z tym zespołem zawsze się sprawdzają.
Czy zwisa z tyłu jadącego samochodu, czy kuca na poboczu górskiej drogi, Jonathan uchwytuje coś więcej niż tylko motocykle. Utrwala ruch, energię i autentyczność. Jego zdjęcia trafiają w sedno jazdy i duszę tego sportu, dowodząc, że w odpowiednich rękach jedno zdjęcie może opowiedzieć całą historię.







